|
20.05.2008 | Nowy model Opla nazywa się Insignia.
|
Jedną z najgorszych rzeczy, jaka może zdarzyć się w handlu, jest nadmierne rozbudzenie oczekiwań. Gdyby słuchać
tego, co przedstawiciele Opla mówili mniej lub bardziej oficjalnie o designie Insigni, powinniśmy się spodziewać
czegoś naprawdę mocnego - przełomu, rewolucji, szoku. W efekcie otrzymaliśmy ładny samochód. I tyle. Ani mniej,
ani więcej.
Może gdybyśmy słyszeli: "jasne, zaprojektujemy coś zupełnie przeciętnego", reakcja byłaby inna. Ale nie jest.
Tak czy inaczej Insignią zapowiada nową estetykę, którą trafnie oddaje hasło "sport i emocje". Zawdzięczamy ją
zarówno stylistom Marka Adamsa, jak i konkurencji.
Kto wie, czy gdyby Ford nie zaprojektował tak efektownego Mondeo, Insignią nie miałaby aż tyle dynamicznych
akcentów.
Auto będzie oferowane jako sedan, liftback i planowane nieco później kombi, w którym tym razem forma może wziąć
górę nad funkcją. Uwaga! To ostatnia szansa na kupno Signum - z powodu kiepskiej sprzedaży samochód nie doczeka
się następcy.
Kabina to też nowa jakość. Nie tylko ze względu na lepsze wykonanie. Kokpit płynnie łączy się z
wewnętrznymi panelami drzwi. Nad autem pracowali nie tylko styliści - kawał dobrej roboty wykonali też
inżynierowie. Insignią to pierwszy model korzystający z platformy Epsiłon2. Ma ona trafić do 13 przyszłych
pojazdów GM. Od Buicka po Saaba. Od Saturna po Vauxhalla.
Już w pierwszym dniu sprzedaży chętni na Insignię staną przed wyborem jednego z 7 silników. Cztery z nich to
jednostki benzynowe (115-260 KM), trzy - zupełnie nowe diesle (110-160 KM). A to podobno nie koniec.
Zapewne za dopłatą w światłach do jazdy dziennej pojawią się diody LED, obniżając emisję CO3 o 6 g/km.
Jak cenne będzie samo auto? Nie wiadomo. Insignią trafi do nas we wrześniu. Jesień może więc być przyjemna.
Ale zaraz, czy nie rozbudziliśmy nadmiernie oczekiwań?
Na podstawie tekstu: Krzysztofa Wojciechowicza (Motor 17/2008)
Poniżej kilka zdjęć, tapet na pulpit samochodu Opel Insignia
|